niedziela, 16 września 2012

'Very strange love affair between a dream and a man.'

16 września 2012r.
12.34

Odzwierciedlenie mojego wewnętrznego hurricane



Byłam, wróciłam w środę i tak się zbierałam, żeby coś napisać. W końcu obiecałam nie?
Nikt nie zna szczegółów, nikomu nic nie opowiadałam i nie opowiem. Większość zostanie między nami. Pierdolę a Wy nadal nie wiecie nawet ogólnie jak było, czy było warto jechać…
Było tak, że nie zamieniłabym tego czasu na żaden inny z mojego życia. Było wesoło, było śmiesznie, było krępująco, denerwująco, uroczo, tragicznie i zaskakująco, było nawet poważnie czasami. Były pojebane pijackie zwierzenia nad wodą, były wyznania bez pokrycia, obietnice, plany. Wszystko chyba było.
Teraz są takie momenty, że pojawia mi się w głowie jakiś przebłysk tego co się wydarzyło, najczęściej jakaś śmieszna chwila, wesoła, która wywołuje banana na twarzy np. przypomina mi się jak wysiadłam z pociągu, rozglądam się i nie widzę, wyciągam telefon, dzwonię,  pytam gdzie jest bo nie widzę i wyłapuję Go w tym momencie kilkanaście metrów przed sobą :) zajebiste uczucie zobaczyć w końcu osobę, którą chciało się spotkać przez ostatnie kilkanaście lat. Wczoraj zakładałam spodnie, które miałam na sobie na wyjeździe, wkładam ale coś mi przeszkadza, ręka do kieszeni, wyciągam a to lizak, który mi dał… Stoję, trzymam lizaka w ręku, patrzę i uśmiecham się jak debil. Co tu dużo mówić, to wszystko jest nie do opisania.
Tak samo przypomina mi się chwila kiedy siedzieliśmy na dworcu czekając na mój powrotny pociąg. Praktycznie się nie odzywaliśmy, ja nie wiedziałam co powiedzieć, żeby się nie rozpłakać. Tego dnia i tak beczałam już dwa razy, na szczęście tak, że nie zauważył, nie przyznałam się ani wtedy ani teraz. Po co ma wiedzieć. Powiedziałam tylko, wtedy na tym PKP że nie chcę jechać, siedziałam tam i nie wierzyłam, że za chwilę przyjedzie mój pociąg i będę już w drodze powrotnej a dopiero co jechałam w tą stronę. Płakać mi się chcę jak przypominam sobie poniedziałek, piąta rano a ja w pociągu z wielkim smile’m na buzi piszę do niego smsy, że jadę i że strasznie się cieszę. Miało być szczerze, to będzie. Siedzę, piszę, słucham i ryczę. Ryczę bo nie mogę uwierzyć, że to już jest za mną, że już Go nie zobaczę. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze te cztery dni temu siedzieliśmy razem, wystarczyło przekręcić głowę żeby spojrzeć na niego… Mam ochotę rozpieprzyć tego laptopa, z całej siły trzepnąć nim o ścianę.

Mam doła odkąd wróciłam, chyba najgorsza jest ta pustka w głowie, tzn. nawet nie wiem czy w głowie, po prostu czuję się pusta w środku. Przez ostatni miesiąc moje myśli ciągle zajmował M. to czy się spotkamy czy nie, czy się uda. Później, kiedy już wiedziałam, że na pewno się zobaczymy, wciąż były jakieś wyobrażenia mimo tego, że starałam się na nic nie nastawiać to one były silniejsze. To było takie fajne, ekscytujące. Żyłam tym, że się zobaczymy. A teraz? Jest pusto. Nie mam już na co czekać, spełniła się ostatnia rzecz jaką chciałam zrobić w życiu. Owszem w myślach wciąż jest M. teraz nawet chyba bardziej niż wcześniej, bo już mogę przywołać jego żywą twarz a nie tak tylko ze zdjęcia. W myślach wciąż jest M. i ciągle są wspomnienia ale mimo to, że było fajnie, wesoło to wspomnienia bolą. Bolą bo wiem, że to się więcej nie powtórzy, a tak bardzo bym chciała.
Tyle na ten temat, chyba że macie jakieś pytania. Coś Was ciekawi odnośnie naszego spotkania? Pytajcie śmiało.
Pewnie nie tak wyobrażałyście sobie relację z tego wydarzenia ale cóż, wygląda tak jak wygląda.

Ex już dla mnie nie istnieje, gdyby zniknął dzisiaj chyba nawet bym nie zauważyła, może to podłe z mojej strony ale tak czuję.
W czwartek była mega awantura, w sumie o pierdoły, już nie chce mi się nawet tego opisywać. Podniósł mi ciśnienie to usłyszał co o nim myślę i o dziwo od tamtej pory jest grzecznie, bez dąsów, bez krzyków, ale to już nie ważne.

Muszę zacząć robić porządki.

‘Są różne charaktery jedni są mocniejsi inni mniej. Ale brak celu wykończy każdego.’
Nie wiem czy każdego, mnie na pewno.


 HURRICANE ZŁAGODNIAŁ O
15.02
'Can I tell you...'

Przez te trzy dni... dałeś mi prawie cały rok.
Prawie.

Dałeś mi wiosnę, kiedy Cię zobaczyłam,
dałeś mi lato kiedy oboje leżeliśmy na łóżku zmęczeni w upale,
dałeś mi jesień kiedy odjeżdżałam i teraz kiedy jest już chłodno, szaro i pusto,
dokończ i daj mi zimę, zmroź mnie tak, żebym nie czuła tego smutku. Przykryj białym, czystym śniegiem, żeby obojgu nam było łatwiej zapomnieć...
Zabierz ten chaos, ten huragan z wnętrza bo... oszaleję. 


niedziela, 26 sierpnia 2012

Can You see...

Tym się dzisiaj dołuję. Kocham tego elektryka miłością wielką.

Dziś D. obchodziłby... hmmm <liczy> trzydzieste pierwsze urodziny. Obiecywałam, że będę odwiedzać jego grób na cmentarzu a od pogrzebu nie byłam ani razu... jutro pójdę, zapalę świeczkę tak z okazji urodzin. Może mu strzelę monolog jakiś?

Ex znów wylądował w szpitalu. Wracał dziś rano po nocnej zmianie z pracy i miał stłuczkę motorem. Nic groźnego, mocno stłuczone kolano i tyle, ale noga w gipsie powyżej kolana żeby usztywnić. Oczywiście troskliwa Weak odgrzała obiadek, zaniosła do pokoju żeby Ex nie wstawał i oszczędzał nogę, a On po dwóch godzinach w domu podniósł się i wyszedł z kolegą w miasto. Ja chyba na prawdę jestem jakaś pojebana!! Pieprzona idiotka!!!! Jestem na siebie wściekła teraz. Zdałam sobie sprawę z tego, że co by się nie stało ja i tak jestem w stanie mu pomóc, przynieść, wynieść, pozamiatać jak ta usługaczka! Przykład z wczoraj: wracam do domu wieczorem, Ex szykuje się do pracy i mówi mi, żebym nie zmywała naczyń bo On to zrobi jutro (wszystkie gary jego po obiedzie) ok, nie ruszam. A dziś? Ex wyszedł a ja z tych nerwów pozmywałam, posprzątałam i ogarnęłam wszystko!!!! Po jaki chuj ja się pytam????? A On pewnie teraz gzi się z tą swoją panienką!! Kurwa!

Pod wielkim znakiem zapytania stoi również spotkanie z M. Mam wrażenie, że z jego strony jednak chęć spotkania się nie była szczera a kiedy teraz zorientował się, że ja mówię poważnie... zaczyna tchórzyć, albo po prostu zaczyna mieć wyrzuty sumienia względem swojej dziewczyny. Sueno spotkanie zaplanowane jest na jedenasty- trzynasty września, ale tak jak piszę, nie wiem czy dojdzie do skutku.

Wszystko zaczyna jebać się koncertowo. Zresztą co ja pieprzę, że 'zaczyna' już dawno się zaczęło jebać, teraz następuje tylko kontynuacja. Zaczynam mieć wyrzuty sumienia względem mojej rodziny. Wczoraj był ślub mojego rodzonego brata, byłam jego świadkową. Uroczystość skromna, tylko cywilny, najbliższa rodzina, rodzice, dziadkowie, rodzeństwo. Później obiad u młodej w domu i tyle. Dlaczego mam wyrzuty? Bo gram przed nimi wszystkimi, udaję, że jest dobrze, że zlewam całą sytuację z Ex. Z uśmiechem na twarzy a tak na prawdę wyję w środku z bólu. Czuję, że nie daję rady a nie potrafię się przed nimi otworzyć. Nie potrafię poprosić o pomoc.

wtorek, 21 sierpnia 2012

'It's not a cry that You hear at night. It's not somebody who's seen the light .'


Piosenkę przypomniała mi Ramona, w uszach non stop od wczoraj.  

Zastanawiam się czy ludzka wytrzymałość ma jakieś granice. Ile człowiek jest w stanie znieść?

Podczas kiedy ja z dnia na dzień staram się zbierać w sobie, kumulować siły do przeżycia kolejnego dnia ktoś przychodzi i rzuca mi następne kłody pod nogi.

Cały ranek spędziłam dzisiaj na chodzeniu po stronach poświęconych samobójstwu. Przeczytałam pełno wpisów ludzi, których bliskie osoby odebrały sobie życie i jest jedna rzecz, która mnie strasznie wnerwia. Te ich pieprzone pytania ‘dlaczego?’ Zastanawiam się czy dla ludzi to jest naprawdę aż tak skomplikowane?

Nie powiadomiłam i zostawmy ten mój wpis bez komentarza…

Aha, zapomniałabym. Nienawidzę moich pierdolonych emocji, tego, że tak mną targają. Robią ze mną co chcą! Jednocześnie wiem, że bez nich byłabym pusta. Czasem cieszę się, że dzięki nim mogę przezywać piękne momenty. I znów ze skrajności w skrajność, nienawidzę ich i cieszę się, że je mam. 

sobota, 18 sierpnia 2012

Życiowych bredni ciąg dalszy :)


Nie wiem dlaczego tak jest, ale nie mam weny do pisania kiedy nie dzieje się u mnie nic złego, smutnego, przygnębiającego. Nie czuję potrzeby pisania kiedy dzieje się coś dobrego, to chyba wynika z tego, że nie umiem doceniać fajnych rzeczy, nie umiem się nimi dzielić. Ale dobra nie pieprzę na razie, może później, teraz suche fakty.

Aż muszę się cofnąć do ostatniej notki i komentarzy, żeby przypomnieć sobie co już wiecie, o czym pisałam a o czym nie :P Zacznę od Ex. Jakoś na początku tygodnia, któregoś pięknego dnia, godzina 5.30 odpaliłam kompa, weszłam na fb i pierwsze co zobaczyłam to to, że Ex zmienił status na ‘w związku z…’ no wiadomo o co chodzi. Oczywiście wlazłam na profil ‘Nowego Słoneczka’ obejrzałam, dowiedziałam się pewnych rzeczy. Pewnie Was samych ciekawość by zjadła  więc napiszę a co! Nowe Słoneczko mojego Ex jest 5 lat młodsze ode mnie, czyli 9 lat młodsze od samego Ex. Owe słoneczko posiada również dwu letniego syna. Zaskoczył mnie tym, myślałam, że nie ujawni ich związku w ten sposób bo i po co? Przecież dla niego fb to czysta komercja, portal nic nie wnoszący do życia człowieka, w ogóle przecież żałował, że założył tam konto. Nawet usunął wszystkich znajomych kiedy byliśmy jeszcze razem, zostawił tylko mnie i jakichś ze dwóch lepszych kolegów na liście bo jak twierdził ‘nic go to wszystko nie obchodzi, tylko głupie zaproszenia do gier wysyłają’ a teraz proszę! Czy mnie to zabolało? Może nie sam fakt, bo przecież wiedziałam, że się z nią spotyka, bardziej chyba zabolało mnie ‘polubienie’ tej zmiany przez niektórych naszych wspólnych znajomych. Drażni mnie to, że nikt nic nie mówi na temat naszego rozstania, tzn osoby z bliskiego otoczenia, znajomi z którymi się często widywaliśmy. Może nie chcą się wtrącać? Nie wiem ale wolałabym znać ich stosunek po tym wszystkim do mojej osoby, czy uważają, że źle zrobiłam, czy dobrze, czy jest im to obojętne. Musze być uczciwa i napisać, że są osoby, które właśnie w tym tygodniu się do mnie odezwały po bardzo długim czasie milczenia. No wiadomo jak jest, ludzie nie mają czasu, są zabiegani, kontakty się rozluźniają itd. Napisała do mnie koleżanka z którą poznał mnie Ex jak tylko zaczęliśmy się spotykać. W tamtym czasie jej mąż i Ex byli najlepszymi przyjaciółmi a w sumie my też się zaprzyjaźniłyśmy. Parę razy byliśmy razem na wakacjach, wspólne grille, imprezy. Od jakichś 4 lat kontakt się urwał, no jakoś tak wyszło w sumie z niczyjej winy, ale do sedna! W. zapytała się mnie co się z nami stało? Że jak to, przecież byliśmy razem prawie tyle co ona ze swoim mężem itd. Odpisałam jej szczerze, napisałam wszystko co się wydarzyło, jak było między mną a Ex i ku mojemu totalnemu zaskoczeniu, napisała mi, że czuła, że tak to było właśnie, że mam rację z tym, że kiedy się kogoś kocha to się o niego walczy. Napisała, że ona wraz z mężem i jeszcze inne osoby z tamtego otoczenia rozmawiali na nasz temat i wszyscy są ze mną. Napisała, że może sobie tylko próbować wyobrazić jak się teraz czuję i współczuje mi, że jest w szoku i myśli, że Ex się opamięta, ale ja już wtedy nie powinnam go przyjmować z powrotem. Ja wiem, że Ex nawet gdyby chciał teraz do mnie wrócić to nikomu się do tego nie przyzna, jego duma została zraniona, jego EGO zbyt mocno nadszarpnięte a poza tym on przecież ma swój honor, nie będzie za mną latał- tekst, który powtarzał do znudzenia od zawsze. Kurde, czuję, że ‘gadam’ jak potłuczona :| Później napisała do mnie jeszcze jedna koleżanka a następna odważyła się i zadzwoniła. Pogadałam z obydwiema tak jak z W. szczerze i od serca, okazało się, że one też rozumieją całą sytuację, nie oceniają mnie, tylko wspierają. Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jak bardzo mnie to zaskoczyło, to takie miłe uczucie, takie rzeczy właśnie sprawiają, że dni zaczynają stawać się trochę jaśniejsze. Fakt jest jednak taki, że tamtego dnia, moja wizyta na fb wytrąciła mnie w i tak zachwianej równowagi, popsuło mi to humor na cały dzień. Pojawiły się świeczki w oczach ale płaczu jako takiego nie było bo…

No właśnie i tutaj przejdziemy do tematu M. :) W komentarzu którymś do Mary pisałam, że list został wysłany. M. wrócił, przeczytał i napisał. Napisał a ja siedziałam przed kompem w pracy i bałam się otworzyć mrygające okienko gg. Serce waliło mi tak, że miałam wrażenie, że całe miasto je słyszy. To jest takie dziwne uczucie, ekscytacja sprawia, że uśmiech sam wkrada się na twarz i tak było. Odetchnęłam głęboko, żeby nabrać odwagi ale chyba też po to żeby się z deczka uspokoić i otworzyłam wiadomość :D Zareagował pozytywnie, ucieszył się, że napisałam, stwierdził, że i tak był pewny że prędzej czy później byśmy się do siebie odezwali. Pogadaliśmy trochę, On napisał co u Niego ja napisałam pobieżnie co u mnie, oczywiście ŻADNYCH szczegółów. No i tak sobie gadaliśmy przez te parę dni od czasu do czasu w sumie o pierdołach, kiedy któregoś pięknego dnia się Go zapytałam czy się w końcu spotkamy a on się zgodził i tak wyszło, że za niecały miesiąc jadę na spotkanie z M. Ciekawa jestem Waszej reakcji na tą nowinę. Mary? Sueno? Moniki reakcję już znam, kazała mi jechać i bawić się dobrze :* :D Taki mam zamiar, nie macie pojęcia jak bardzo nie mogę się doczekać dnia wyjazdu. Oczywiście sam fakt spotkania jest bardzo hmm nakręcający, ale ja nie mogę się doczekać po prostu tego, że stąd wyjadę. Nie będę musiała patrzeć na Ex przez trzy dni! Odetnę się całkowicie od tego bagna, przyrzekam sobie nawet przez minutę nie myśleć o tym co tu zostawiam. Chcę tam pojechać i wyłączyć się, nie martwić w końcu chociaż przez ten krótki czas. Miałam zamiar nawet wyłączyć telefon, żeby przypadkiem Ex do mnie nie zadzwonił z jakąś pierdołą jak to mu się teraz zdarza, ale nie mogę tak zrobić. Ojciec wie, że wyjeżdżam sama, daleko w Polskę, pewnie będzie się martwił i dzwonił więc tel zostanie włączony, poza tym muszę mieć kontakt z Moniką, bo komu będę się ekscytować całym tym spotkaniem? Przecież nie M. :P Musze się przyznać szczerze i bez bicia, że już żyję tym wyjazdem! On sprawia, że chodzę od rana z uśmiechem na gębie, dużo mniej myślę o całej sytuacji z Ex. O tym co będzie dalej, że sytuacja się nie rozwiązuje, kupca na mieszkanie nie ma i jest co raz gorzej, nie myślę o tym co będzie jak wrócę, teraz liczy się tylko przyszła sobota, ślub bliskiej mi osoby a później już tylko odliczanie i wyjazd :D M. chciał żebym napisała mu jak sobie wyobrażam nasze spotkanie ale ja nie chcę o tym myśleć, nie chcę robić sobie w głowie żadnych projekcji (chociaż nie powiem, żeby się nie zdarzyło :D) wolę zdać się na spontan, co będzie to będzie. To, że nie wyobrażam sobie jak to będzie, nie oznacza, że nie myślę o tym jaki jest M. jak zareaguje gdy mnie zobaczy, jedną rzecz wiem, wiem jak ja zareaguję, wiem co zrobię kiedy Go zobaczę. Ale Wam nie powiem :P HA! Może jak wrócę to opiszę cały ten wyjazd? Zapytam M. czy będzie miał coś przeciwko temu jeśli nie to dostaniecie całą relację jeśli chcecie oczywiście :D Podejrzewam tylko, że M. będzie chciał dostać adres bloga, na pewno będzie chciał, bo już chce :P W liście do Niego wspomniałam o tym blogu i o tym, że pojawił się tutaj no i już chciał adres, włazić tu i czytać. O nie! Nie ma opcji! Chyba nie chciałabym żeby to wszystko przeczytał :| tzn. miałam mówić to co myślę, to co czuję i robię to tutaj, ale czy byłabym w stanie powtórzyć mu to wszystko w realu? Teraz tak się nad tym zastanawiam, że… chyba tak. Pamiętacie pierwszy wpis dotyczący M.? To jak Wam przedstawiłam jego osobę i uczucia moje z Nim związane kiedyś i dziś? Ten fragment pokazałam ostatnio Robertowi- Echelonowemu bratu i stwierdził, że cudownie to opisałam. Tak myślę, co mogłoby się stać gdybym powiedziała to wszystko M.? Jedyne co to mógłby być zaskoczony, może moja szczerość mogłaby Go trochę przytłoczyć? Przestraszyć może? Napisałam mu, że kiedy się spotkamy to będę chciała z Nim rozmawiać, szczerze i o WSZYSTKIM. Powiedział, że mu się taka wizja podoba, więc może i adres bloga pozna? Jeśli sama powiem mu wszystko to co tutaj już jest napisane to co za problem. Tak, będziemy rozmawiać o wszystkim, w tym również o jego obecnej dziewczynie :P Wiecie chyba, że M. jest w związku, pisałam o tym kiedyś, Wspomniałam o tym podczas naszej ostatniej pisaniny na gadu, że o Jego dziewczynie też będę chciała rozmawiać i chyba się wkurzył, tzn. na pewno to podejrzewał, bo to przecież logiczne. Może się przestraszył trudnych pytań? Może myśli, że mam w stosunku do Niego jakieś wielkie oczekiwania, którym będzie zmuszony sprostać. A przecież nie mam, nic od Niego nie chcę więcej, niż szczerość. Z ręką na sercu przyznaję, że całe to spotkanie z M. i w ogóle rozmowy z Nim pomagają mi nie myśleć o gównie w którym tkwię. Jak mnie łapie dołek, zaczynam myśleć o wyjeździe i się uśmiecham :)

Kończąc temat M. mam do Was prośbę. Napiszcie co myślicie, podejrzewacie jak to się może skończyć? To moje spotkanie z M.? Ja wiem, że nie znacie mnie aż tak dobrze, nie znacie moich relacji z M. a Jego to już w ogóle nie znacie ale może uda Wam się przewidzieć coś co się wydarzy. Myślę, że to może być fajne doświadczenie, Wy napiszecie swoje domysły a ja je zweryfikuję i zobaczymy co wyjdzie :D

Teraz wrócę do początku notki, jak widać trochę pozytywnych wydarzeń u mnie i to jest dziwne, że nie umiem o tym pisać :| Kiedy dzieje się coś złego, mam jakieś doły, załamki, histerie to piszę bez problemu, wena jest i wszystko a kiedy jest tak jak teraz, że umysł jaśniejszy, pozytywne sprawy do opisania to ja nawet nie wiem jak zabrać się do napisania czegokolwiek. Nawet Wasze blogi zaniedbałam, co prawda wchodzę i czytam raczej na bieżąco ale z komentarzami już gorzej… Tak więc Mary- jeśli się nie odzywam, nie piszę, nie ma mnie to znak, że jest raczej lepiej niż gorzej. Jak by się źle działo to już dawno bym coś naskrobała, najęczała się za wszystkie czasy. Chyba lubię się użalać :P

Wymęczona ta notka, ale trochę faktów do przedstawienia się uzbierało więc napisałam. Poza tym to nie jest opowiadanie które musi być spójne, miłe dla oka, łatwe i przyjemne. To moje życiowe brednie, blog dla mojego użytku więc co ja się przejmuję :D

Pozdrawiam gorąco tych co tu zaglądają :* Buziaki dla Was, mam nadzieję, że następna notka pojawi się szybciej i będzie o wiele ‘mądrzejsza’ od tego co na górze ;)

wtorek, 17 lipca 2012

Spadek formy.

22.32

To wszystko zaczyna się robić naprawdę chore, nie wiem jak ja to zniosę, jak sobie dam radę jeśli się stąd nie wyprowadzę. Wracam z pracy do domu i non stop mam w uszach słuchawki i słucham, słucham w kółko muzyki żeby nie słyszeć przychodzących wiadomości. Ex przyszedł dzisiaj do mnie do pracy po coś tam i w czasie tych dwóch minut które tam spędził oczywiście dostał sms’a którego zaraz przeczytał perliście się uśmiechając i ciesząc. 

Wczoraj przepłakałam pół nocy, już położyłam się spać z psem w nogach i znów usłyszałam ten przeklęty dzwonek, włożyłam w uszy słuchawki, włączyłam co trzeba i ryczałam w poduszkę. Dlaczego? Dlaczego ryczę, przecież nie kocham Ex, nie chcę z nim być, nikt, żadną siłą mnie zmusi do bycia z Nim. To nie jest człowiek dla mnie. Może Sueno ma rację? Może boję się samotności ale jeszcze nie zdałam sobie z tego sprawy? Może brakuje mi bliskiego kontaktu? Poczucia, że komuś zależy? Chyba nie spodziewałam się, że jestem taka słaba, pierwszy miesiąc, dwa po rozstaniu jedyne co czułam to ulgę, nawet radość i wolność a teraz? Wiem, że dobrze zrobiłam i gdybym miała możliwość cofnąć czas to postąpiłabym tak samo. Tylko chyba dopiero teraz dociera do mnie to, że Ex poszedł do przodu a ja się zatrzymałam w dniu kiedy mu powiedziałam, że powinniśmy się rozstać i strach nie pozwala mi ruszyć z miejsca. Panicznie się boję kompromitacji w kontaktach z ludźmi, oczywiście chodzi mi o realny świat, w wirtualnym nie mam z tym najmniejszego problemu. Już kiedyś chyba o tym pisałam, że mówi się iż w wieku dojrzewania u nastolatków zdarzają się wahania nastrojów bo hormony buzują. Mam wrażenie, że mi od okresu dojrzewania do tej pory nie przeszło, mam chore myśli, raz się śmieję a za pięć minut płaczę. Rano patrzę w lustro i mówię sobie z uśmiechem, że jest ok, nowy dzień- na pewno będzie spoko a wieczorem mam ochotę zejść z tego świata. Poważnie. Zaczynam się zastanawiać nad jakimś specjalistą.

Zaczynam się bać, chociaż ‘bać’ to może nieodpowiednie słowo, mam wrażenie, że tracę siły na znoszenie obecności Ex obok mnie i świadomości jego szczęścia a mojego nieszczęścia. Chcę żyć, mam jakieś resztki wiary w to, że może jeszcze coś dobrego mi się jednak przydarzy, ale czuję się co raz słabsza i mniej chętna do podejmowania walki o własne szczęście. 

W tej chwili… egzystuję. Chodzę do pracy, wracam, wychodzę z psem, piszę, słucham, wściekam się, płaczę, uśmiecham się, toleruję i opadam z sił.  

P.S. Napisałam list do M. dzięki namowom Moniki- mojej Echelonowej syjamskiej bliźniaczce, ale myślę, że sama też prędzej czy później bym to zrobiła. Tkwi na moim twardym dysku i czeka aż nabiorę odwagi żeby go wysłać. Może dzisiaj? Chyba tak. A jutro spalę się ze wstydu. 

środa, 11 lipca 2012

Do Ex, o Ex....?

23.09

 Coś co mnie nakręciło do napisania tego co pod spodem, pisałam tak szybko jak szybkie są bity w tej nucie.  Mrozu- roler...

W życiu bym się nie spodziewała, że to napiszę, chyba faktycznie jestem chora psychicznie, a może po prostu jestem kobietą a faceci mają rację mówiąc, że ‘baby nie wiedzą czego chcą’!!! Kocham Cię kurwa? To niemożliwe! Przecież nie chcę!!!! Przecież Cię nie chciałam no!!!! Więc czemu to, że masz kogoś, to że po miesiącu od naszego rozstania Ty już kogoś znalazłeś tak mnie kurwa boli? Jak możesz mówić WSZYSTKIM w koło, że się zakochałeś? Przecież podobno taka wielka miłość między nami była!!!

Rano, otwieram oczy i pierwsze co słyszę to dźwięk przychodzącej wiadomości od niej do Ciebie. Od Twojego Słoneczka.

Wieczorem, na w pół w śnie słyszę… dźwięk przychodzącej wiadomości i tak cały kurwa Boży dzień. Od rana do nocy, przeciętnie co 10 minut. A mi zawsze mówiłeś pamiętasz co?
- Sms’y to kwas, nie lubię pisać sms’ów, wolę zadzwonić i konkretnie się dogadać niż przez głupie sms’y.’
Tak mówiłeś mi przez dziewięć lat a ja tak kochałam i kocham pisać sms’y! Dla niej warto?

Pogrążam się, wiem…

Mam wrażenie, że jestem zazdrosna, ale nie o Ciebie, a o to, że Ty tak szybko byłeś w stanie dalej szukać swojego szczęścia, a ja- pomimo tego, że to przecież moja decyzja, że się rozstajemy, stoję w miejscu z mokrymi oczami i boję się ruszyć! I nie ma nikogo kto mnie popchnie. Nie ma nikogo kto mi pomoże.

Kasia mówi, że u facetów to normalne, że po rozstaniach szybko pojawiają się nowe tzw. zapchaj dziury… wierzyć czy nie? W zasadzie nie powinno mnie to obchodzić prawda. A jednak. To zapchaj dziura? Czy naprawdę się zakochałeś? Zawsze mi powtarzałeś, że dziewczyny, które zdradzają swoich facetów to szmaty i nic nie warte dziwki, skoro zdradziła jednego to następnego też zdradzi. TWOJE SŁOWA.  A teraz co? Spotykasz się z dziewczyną, która mieszka ze swoim nie wiem chłopakiem, narzeczonym, mężem czy chuj tam wie kim jeszcze!
Mam wrażenie jakbym nigdy Cię nie znała, robisz rzeczy tak dziwne, że aż trudno mi uwierzyć, że to Ty to robisz, że Ty się tak zachowujesz.
Nasi znajomi mi mówią, że się zakochałeś… Słodki Jezu! Po miesiącu od naszego rozstania!!!!!!!!!!!!!

Nic nie robisz, tylko praca, koledzy, picie i sms’y. w domu syf bo ja po Tobie sprzątać nie będę a niedługo przyjdą ludzie oglądać mieszkanie… Wciąż pytasz czy jest zainteresowanie, a nawet dupy nie ruszysz żeby kilka ogłoszeń rozwiesić pomimo tego, że Ty masz samochodem a ja muszę piechotą zapierdalać.

Nienawidzę Cię! Mam ochotę chwycić Cię za ramiona i pierdolnąć Tobą o ścianę, albo posłuchać co masz do powiedzenia i walnąć Ci śmiechem prosto w twarz!
Więc czemu teraz robię przerwy w pisaniu na krokodyle łzy? Czy ja jestem niezrównoważona? Czy to te procenty, które dziś wypiłam? Podobno po pijaku zawsze mówi się prawdę, a przynajmniej jej część.

Dlaczego to mnie tak boli skoro nie chcę być z Tobą? Jestem psem ogrodnika? Nie chcę być z Tobą, nie potrafię tolerować Twojego braku szacunku do własnej matki, babki, sióstr, a nawet kolegów. Nienawidzę Twoich krzyków! Nie umiem ich znieść! Dlaczego dla mnie nie byłeś taki jak teraz jesteś dla niej?

Kocham Cię? Nadal dużą częścią serca? Nienawidzę Cię? W całym swoim umyłem?

Nie mam siły, nie wiem co będzie jeśli to przeklęte mieszkanie szybko się nie sprzeda… Unicestwię Ciebie albo siebie!
  


P.S. I chuj Ci w dupę Ty skurwysynu co wczoraj o 22.00 tłukłeś swojego własnego psa tak, że jego skowyt wyrwał mnie z łóżka przed blok i masz szczęście, że Cię nie znalazłam bo bym Ci oczy wydrapała, a najchętniej połamałabym za to ręce i nogi tak, że już by Cię nie poskładali ale kurwa za mało mam siły!!!!!!!!!
Całym sercem i umysłem nienawidzę ludzi znęcających się nad zwierzętami. To mi wjeżdża na psychikę!  *I dont wanna live on this planet.*

środa, 13 czerwca 2012

Taką właśnie 'niespodziankę' nam zrobiłeś...

Pisane przy tym i przy tym zalecam czytać... 

Drogi D. 
Może się domyśliłeś, może nie miałeś o tym zielonego pojęcia ale kiedyś... był taki czas, że zajmowałeś w moim młodziutkim sercu bardzo ważne miejsce. W pewnym momencie nieświadomie stałeś się dla mnie kimś więcej niż kolegą, niż sąsiad z następnego bloku z oknami dokładnie na przeciwko moich. Byłeś moją pierwszą nastoletnią miłością :) Ile miałam wtedy lat? Trzynaście? Czternaście? A Ty byłeś sześc lat starszym chłopakiem, bardzo przystojnym z resztą chłopakiem. Oczywiście, że się z Ciebie wyleczyłam ale każdy wie, że takie pierwsze nawet platoniczne miłostki zostawiają w nas ślad już na zawsze. Nawet dużo, dużo później miałam do Ciebie słabość. Pamiętasz? Kiedy napisałam do Ciebie na gg podając fałszywe imię, byłam już dość długo z Ex. Nie wiem co mnie do tego popchnęło, żeby do Ciebie napisać. Coś mnie do tego zmusiło. Pamiętasz te nasze rozmowy do później nocy? Jak się denerwowałeś kiedy Ci pisałam, że tego dnia widziałam Cię tu lub tam, a Ty nie wiedziałeś kim jestem? Ja pamiętam. Pamiętam nasze rozmowy o życiu, o tym co Cię bolało, o tym jakie życie chciałbyś mieć a jakie miałeś, o tym że byłeś alkoholikiem w wieku dwudziestu sześciu lat i nie możesz z tego wyjść, o tym że Twoje ćpanie skończyło się w szpitalu gdzie wycięli Ci jedną nerkę. I wiesz co pamiętam jeszcze? Pamiętam jak przywieźli Cię karetką ze szpitala po operacji do domu Twojego ojca, jak wnosili Cię takiego wychudzonego na noszach do środka. Pamiętam to bo byłam tam wtedy. Jakiś przypadek, że akurat odwiedzałam rodzinę w tej miejscowości. Nie wiem. Pamiętam jak kiedyś oboje spędzaliśmy tam wakacje i mijaliśmy się na ulicy, Ty szedłeś z kolegami w czarnych spodniach, czarnym swetrze z białym paskiem i czarnej skórze. Ja szłam do koleżanki. Pamiętam to bo tak zajebiście wtedy wyglądałeś, tak bardzo mi się podobałeś. Pamiętam rozmowy z Tobą przez telefon, mało ich było ale były, pamiętam jak się na mnie wydarłeś żebym Cię nie wkurwiała... Pewnie Ci teraz głupio co? :) 
W niedzielę trzynastego czerwca, raptem trzy dni temu przyszłam do pracy na druga zmianę a szefowa powiedziała mi, że jakiś młody chłopak dwadzieścia sześć lat, z naszego osiedla z resztą powiesił się rano w swoim rodzinnym domu. Jak miał na imię? Maciek, kojarzę Maćka z twarzy ale nie znałam go osobiście, nie wiadomo co było przyczyną, nigdy nie sprawiał problemów, być może rodzina wie co się stało. Dlaczego o tym wspominam? Bo tego samego dnia po godzinie siedemnastej ktoś przyszedł do mnie do pracy i spytał 'Słyszałaś, że D. się powiesił?' w pierwszej chwili nie wzięłam tego w ogóle pod uwagę twierdząc, że pewnie chodzi mu o Maćka i coś poprzekręcałOlałam. Później przyszedł bardziej wiarygodny Pan z podobną wiadomością. Powiedział, że pod Twoją klatką była policja i karawan, że wynosili Cię w czarnym worku.

Tamtego dnia rzeczywiście odebrałeś sobie życie D. 

Odszedłeś z tego świata i już nie wrócisz... Już Cie nie zobaczę w oknie kiedy się odwrócę do tyłu wieszając pranie na balkonie. Nie minę Cię w drodze do pracy czy sklepu. I nie oddasz mi tych dwudziestu złotych, które pożyczyłeś prawie rok temu.
Tamtego dnia jak i w poniedziałek i wtorek wydaje mi się, że jeszcze to do mnie nie docierało. Dopiero dziś, kiedy dwie godziny temu o czternastej w kościele zobaczyłam trumnę z Twoim ciałem w środku coś się we mnie poruszyło. Popłynęło kilka tak bardzo wstrzymywanych łez. Odprowadziłam Cię na cmentarz wraz z Twoją rodziną, kolegami i koleżankami. Będę Cię tam odwiedzać, obiecuję...
Taki był Twój wybór, jeśli zrobiłeś to pod wpływem... to szkoda, bo być może wcale tego tak na prawdę nie chciałeś. Może omamił Cię tylko nałóg? Jeśli zrobiłeś to będąc trzeźwym... rozumiem to i wcale Ci się nie dziwię. Alkoholizm i narkomanizm to przede wszystkim choroba. Ty chorowałeś i nie potrafiłeś sobie z tym sam poradzić. Byłeś słabym człowiekiem, każdy kto popełnia samobójstwo jest słaby, nie ma siły już walczyć, nie ma siły prosić o pomoc, ucieka. Słyszałam, że to nie pierwszy raz kiedy próbowałeś odebrać sobie życie. To tylko potwierdza moją teorię, że każdy kto raz chciał to zrobić, zrobi to po raz drugi. Nawet raz nie zadałam sobie pytania dlaczego to zrobiłeś. Czemu? Bo ja kiedyś też targnęłam się na swoje życie, ale ktoś mi przeszkodził. Po tym zdarzeniu obiecywałam sobie sama, że już nigdy tego nie zrobię... ale to siedzi we mnie. Mam to w środku, czuję to i myślę, że ja też tak skończę. Też chciałam się zabić, pod koniec maja ale kilka rzeczy się zmieniło i odsunęłam to wydawać się mogło, że już na długo. A jednak nie. Ta myśl ciągle tłucze się z tyłu mojej głowy, wiem że to może się stać za miesiąc, za tydzień, za rok, za pięć lat a może jutro? Chciałam odejść z tego świata a  po trzech tygodniach okazało się, że to jednak Ty odszedłeś...
Boli w środku kiedy to piszę wiesz? Pewnie, że wiesz... Bolało kiedy szłam w kondukcie żałobnym...
Wierzę w to, że teraz gdzieś tam jesteś i widzisz wszystko. Teraz już na pewno wiesz, że miałeś u mnie swój niepowtarzalny czas, że byłeś dla mnie kimś ważnym. Teraz już wiesz jak wielu ludzi o Tobie myślało i co myślało, który przyjaciel był fałszywy, który ciągną Cię na dno a który oddałby wszystko żeby Ci pomóc. Wiem, że teraz na mnie patrzysz i słyszysz wszystkie moje myśli, widzisz wspomnienia w mojej głowie i pewnie się uśmiechasz Skurczybyku co? :) Albo jesteś w ciężkim szoku bo jednak nigdy nie zdawałeś sobie sprawy z tego jak było. Teraz już wiesz, wiesz wszystko.
Kiedyś się tam spotkamy, po drugiej stronie, może Ty już nawet wiesz kiedy to będzie, może już wiesz co mi jest przeznaczone. Ja się dopiero tego dowiem a puki co, grzej dla mnie miejscówkę gdziekolwiek jesteś i mógłbyś mi się przyśnić od czasu do czasu, tak jak to robiłeś kiedy jeszcze byłeś na tym świecie z nami.     
Nie będę się z Tobą żegnać z swojej głowie bo stamtąd nigdy nie odejdziesz, zawsze będziesz wracał. 

Mam nadzieję, że teraz jest Ci lepiej... No cóż, do zobaczenia drogi D.